Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

"Tajemnica Kellera" odcinek nr 3

Arkadij Magov, 23 kwietnia 2008


Odcinek 3

„Naga prawda w połowie nie fascynuje tak ludzi, jak osnute mgiełką tajemnicy półprawdy.” – tow. Koktowicz

Prezydent Magov siedział wygodnie w fotelu i zajadał kiszonego ogórka w skupieniu czytając jakiś numer Czerwonego Wandystanu. Właściwiej powinno się powiedzieć, że on ten artykuł „obserwował” – czytanie wymaga skupienia myśli na treści, a jego myśli były zdecydowanie w zupełnie innym miejscu. Z dziwnego trwania wyrwał go przenikliwy odgłos dzwoniącego na biurku telefonu. Magov powoli wstał, podszedł do biurka i podniósł słuchawkę.

Usłyszał głos, który nie wydawał mu się zbytnio znany. Głos był podekscytowany mimo wyraźnych zabiegów mających na celu rzeczowe przekazanie informacji – z pominięciem uczuć. Osobnik, który mówił musiał mieć kiedyś związek z SB.
- Tow. Prezydencie, to bezpieczna linia. Mam dla Was istotną informację.
Magov wciąż zamyślony nie pytając o nazwisko poprosił o kontynuowanie rozmowy.
- Tow. Prezydencie. Chciałbym Wam przekazać bardzo smutną nowinę.
Prezydent wciąż wydawał się nieobecny, odsunął nieco słuchawkę na moment tak, żeby nie było słychać ziewnięcia, po czym powiedział krótko „Mówcie.”
- Otóż... Nie wiemy jak do tego doszło. Wydarzenie najbardziej niewyobrażalne do wykonania, a jednak wykonane z niewyobrażalną skutecznością i precyzją.
Ze strony prezydenta rozległo się krótkie... „Cudownie”. Magov już miał dodać „Zgłoszę sprawę Mandragorowi to pewnie będzie jakiś order”, ale w słowo wszedł rozmówca mówiąc:
- Takiego zdarzenia w Służbie Bezpieczeństwa jeszcze nigdy w życiu nie mieliśmy. Wydarzenie na skalę światową, choć i tak nikt się o tym nie dowie...
Słowa „Służba Bezpieczeństwa” jak zwykle podziałały lepiej niż parzona, drobno mielona baridajska kawa marki „Ingawarra” z domieszką wódki. Nic tak nie pobudza jak SB. Magov z miejsca oprzytomniał i powrócił do dialektu wandejskiego.
- Nazwisko i o czym do mnie pierdolicie? Do rzeczy.
Zrozumiał, że tu nie chodzi o order. To była sprawa wagi państwowej.
- Keller – rzekł rozbity rozmówca
- Kellera poznałbym głosie. Nie jesteście Keller! Mówcie... – mówił Lider prawie krzycząc, ale eSBek mu przerwał
- Keller nie żyje.

Przywódca Ludowy zbladł i opadł na biurko. Dopiero co zaczął być prezydentem, wciąż próbuje się odnaleźć w nowych realiach, a teraz słyszy, że legenda wandejska, człowiek niebywale tajemniczy, nieprzeciętna osobowość i siła psychiczna, które zrobiły z niego świetnego agenta, a później Szefa Służby Bezpieczeństwa... nie żyje.

Magov rozłączył się. Wybiegł z gabinetu. Samochód już czekał.
- Dokąd jedziemy? – spytał szofer otwierając drzwi samochodu.
- Kluczyki. Wy nigdzie nie jedziecie towarzyszu.
Wsiadł i odjechał. Gdzie? Nie wiadomo dokładnie.
Wiadomo, że coś tutaj śmierdziało.

Rodzyny

Komentarze